Interview – Anna Nocoń

June 14th, 201010:39 pm @

0


Interview – Anna Nocoń

Anna Nocoń to książkowy przykład kopciuszka. Jej niezwykły upór i silna wola sprawiły, że dziś jest jedną z najbardziej charakterystycznych i rozpoznawalnych twarzy świata mody. Gdy zaczynała swoją przygodę z modelingiem, warszawskie agencje nie chciały podjąć z nią współpracy ze względu na jej „dziwną urodę”. Stale słyszała, że ma „twarz nie na Polskę”, jednak po 2 latach twardej walki i dążenia do celu została doceniona i trafiła do Paryża, gdzie zaczęła pojawiać się na wybiegach najwybitniejszych projektantów.

Justyna Dziesińska: Kiedy stwierdziłaś, że bycie modelką i chodzenie po wybiegach to jest to co chcesz robić i czym się zajmować ? Haha, to nie była jakaś wielka życiowa decyzja – raczej przygoda, która się nadarzyła – była okazja , stwierdziłam czemu nie? I jakoś tak już zostałam…

JD: Kiedy zaczęła się Twoja kariera jako topowej modelki? To wszystko potoczyło się bardzo szybko – pierwszy był wyjazd do Paryża i do razu z grubej rury – pokazy projektantów z pierwszej ligi – potem już poszło…

JD: Jaka była Twoja pierwsza praca? Nie wiem, od której liczyć pierwszą. Jako modelka na zagranicznych wojażach – to chyba sesja do L’Officiel w Paryżu.

JD: Czy będąc dzieckiem marzyłaś o takiej przyszłości? Będąc dzieckiem marzyłam, żeby nie mieć normalnego, nudnawego życia jak tzw. statystyczny Polak. Jak na razie udaje mi się:-).

JD: Krok, poza, wyraz twarzy, czy trudno to wszystko opanować? Uczą Was tego czy Wy same musicie na podstawie bardziej zaawansowanych koleżanek opanować tą technikę? Nie ma jakichś specjalnych technik do opanowania ani w kwestii pozowania ani chodzenia. Trzeba mieć w sobie trochę plastyczności, świadomości ciała, wyobraźni (w kwestii pozowania) oraz pewności siebie. Co najwyżej dziewczyny uczą się chodzić na obcasach – ale kobietom to zazwyczaj dość łatwo przychodzi.

JD: Z kim współpracowałaś? Łatwiej powiedzieć z kim nie:-).

JD: Dla kogo Ci się najlepiej chodziło, a dla kogo najgorzej? Największą przygodą były chyba pokazy Kenzo – za ich oprawę, malowniczość oraz rozbudowaną scenografię. Nie mam chyba jednak nikogo do wytypowania w kategorii najgorzej. Czasami zdarzało nam się dostać na pokazie buty, w których musiałyśmy się zaprezentować, były one niewygodne, za małe, za wysokie itd. Wtedy zaczynałam kląć czym świat stoi.

JD: Twoje pierwsze wyjście na wybieg, ciężko było, miałaś tremę czy po prostu potraktowałaś to jako dobrą formę rozrywki, uatrakcyjnienia sobie czasu i nie stresowałaś się swym pierwszym wyjściem? Stres oczywiście musiał być i poniekąd do dzisiaj trochę się go ostało. Nigdy nie wiesz do końca, czy jakimś głupim przypadkiem nie zaliczysz awaryjnego lądowania na czterech literach i jak się wtedy zachować? Ale nie mam problemu z byciem obserwowaną przez tłum.

JD: Zdradź nam kilka sekretów, plotek prosto z backstage’u. Tu można by książkę napisać;-). Chyba najciekawszym przypadkiem jest to, ile z rzeczy, które widzimy na wybiegu jest kwestią przypadku – coś zszyte na ostatnią chwilę, coś nagle się zapodziało wtedy trzeba zrobić inne zestawienie, może nikt nie zauważy – i tak właśnie rodzą się najdziwniejsze trendy:-).

JD: Czym jest dla Ciebie moda – chlebem powszednim, z którego możesz się utrzymać czy też traktujesz ją jako formę sztuki i wyrażania siebie? Raczej to drugie, ale to jedna z niewielu dziedzin sztuk, z której można się utrzymać – o ile malarze umierają na suchoty w biedzie i zapomnieniu ( :-) to projektanci mody mogą całkiem godziwie egzystować. Moda to jednak pełne spectrum – od sztuki do świetnie naoliwionej machiny przemysłowej.

JD: „Moda to sztuka, a dobrze ubrana osoba to artysta”, zgadzasz się z tym stwierdzeniem? Zabrzmiało to zbyt patetycznie jak dla mnie.

JD: Jakbyś określiła swój styl? Nie wiem czy mam tak mocno zdefiniowany styl – lubię tym manipulować – mam dni kiedy wskakuje w byle co, byle wygodnie. Ale tak naprawdę, to staram się umiejętnie nim manipulować i budować pewne wrażenie – od grzecznej pensjonarki po dandysa. Jednak, mimo wszystko jestem starym rock’and’rollowcem i zawsze docelowo wracam do ćwieków i martensów, element glam rock’a zawsze się przewija.

JD: A jak my, Polacy, się ubieramy, myślisz, że jesteśmy modnym społeczeństwem, śledzącym najnowsze trendy czy też staramy się być wierni swym stylom, czyli szaro niekiedy kiczowato? Pół na pół powiedziałabym. Pokolenie po ’89 jest już dość otwarte i kreatywne, szukają swego stylu i są na bieżąco z nowymi trendami. Niestety nie wszystko zależy od nas – w Polsce nadal mamy mały wybór i ograniczony dostęp, jeśli chodzi o modę, dlatego tak często decydujemy się na proste, uniwersalne, a tym samym nudne rozwiązania. Starsze pokolenia niestety są bardzo zachowawcze i preferują taktykę wtapiania się w otoczenie . Zupełnie nie traktują stroju jako elementu wyrażania siebie, dlatego jest tak dużo „szarości” za oknem.

JD: Jesteśmy odważni? Chyba staramy się przełamać, ale nadal uginamy się pod ostracyzmem społecznym. Taka trochę taktyka niewiasty „… chciałabym, lecz boję się zaryzykować….”

JD: Co sądzisz o nowym trendzie wśród płci męskiej, konkretniej chodzi mi o tzw. męskich modnisiów, wystylizowanych wielbicieli mody, w przerysowanych damskich kreacjach, damskich butach na wysokim obcasie, makijażu itp. Podobno ten trend bardzo dobrze sprzedaje się w jednej z największych stolic mody na świecie. Osobiście wolę jak facet nie rozróżnia spódnicy od sukienki i jest mu z tym faktem dobrze. Jednak uwielbiam „kolorowych ludzi” i świetną sprawą byłoby, gdyby faceci wyluzowali i przestali traktować siebie tak śmiertelnie poważnie.

JD: Masz jakiegoś faworyta wśród polskich i zagranicznych projektantów? Mam nawet kilku, trudno jednak ograniczyć swój wybór – co innego lubię nosić, a na co innego patrzeć. Uwielbiam jednak Vivienne Westwood, Victor& Rolf, Hermes. Dior robi zjawiskowe show, jednak jego kreacje są nie do noszenia.

JD: Z kim chciałabyś współpracować ze świata mistrzów fotografii? Niezaprzeczalnie moim marzeniem jest stanąć przed obiektywem Tima Walkera i wcielić się w jedną z baśniowych postaci jakie występują w sesjach jego autorstwa.

JD: Co Cię motywowało kiedy czułaś, że tęsknisz za rodziną, spokojem i chwilą wytchnienia? Szansa, jaką mi dano – zobaczenia świata, jego najdalszych zakątków, przeżycia przygody. Jeśli kiedykolwiek narzekałam na oddalenie i tęsknotę za bliskimi, pocieszałam się myślą, że będę miała o czym zanudzać ludzi będąc na emeryturze.

JD: Jakbyś chciała być postrzegana? Na pewno nie przez pryzmat bycia modelką, bo krąży o tym zbyt dużo mitów nie mających nic wspólnego z rzeczywistością. Z wizją ćwierćinteligentki muszę się borykać na co dzień w tzw. normalnym społeczeństwie.

JD: Czujesz się spełniona? Pogadamy jak skończę 50.

JD: Jakim typem osobowości jesteś? Typowym strzelcem z całym dobrodziejstwem inwentarza. Nic dodać, nic ująć. Skrajności, nieukierunkowana energia, potrzeba pędu i przygody, zadziorna i buntownicza, a zarazem nieżyciowo idealistyczna.
.
JD: Małgosia Bela powiedziała kiedyś, że zawód modelki to zawód pozbawiony pasji, też tak uważasz? Niekoniecznie i myślę, że Małgosia też tak do końca nie myśli. Sama znana jest z tego, iż przed obiektywem bardziej gra niż pozuje. Nierzadko zawód fotomodelki ociera się o aktorstwo, a to na pewno zawód z polotem. Ale każda z nas ma wiele momentów, kiedy uświadamia sobie, że ludzkości nie ratuje:-). Myślę jednak, że w kategorii zawodów pozbawionych pasji, są gorsze zajęcia niż modeling:-).

JD: Polki coraz częściej są na topie, jak myślisz dlaczego? Hmmm, to chyba bardziej kwestia wnętrza, niż urody. Polki maja bardzo silną hierarchię wartości, rozumieją potrzebę edukacji, dlatego tak dobrze się z nimi pracuje – nie uderza im woda sodowa do głowy, są wykształcone i traktują pracę poważnie.

JD: Zauważyłaś ostatnio ciekawe osobowości ze świata polskiej mody, mające szanse się wybić? Owszem, młode pokolenie projektantów coraz bardziej dobija do światowego poziomu, jeśli tylko robią to z pasji, a nie dla poklasku. Niestety proza życia i słaby popyt na modę zabijają kreatywność wielu młodych zdolnych. Jednak w tej kwestii jestem bardzo optymistyczna. Dlatego wraz z grupą ludzi założyliśmy stowarzyszenie, którego celem jest wspieranie takich młodych zdolnych.

JD: Które miasto zrobiło na Tobie największe wrażenie jeśli chodzi o obserwację tamtejszych ulic, gdzie było kolorowo, gdzie z klasą, a gdzie ulica prezentowała się komicznie i przerysowanie? Kocham Nowy Jork za jego eklektyczność i Londyn za postawę „I don’t give a f***” – chorą fascynację przeżywam za to w Tokyo – przykład totalnych skrajności – szeregi biurowych mundurków kontra tlenione azjatki z małymi pieskami w kubraczkach od Vuittona. Moda w Tokyo to gotowy materiał na pracę doktorancką z zakresu socjologii. Można stać, patrzeć na ludzi i dziwić się jak dziecko, jednak wcale się nie nudzić.

JD: Jaki stosunek masz do modelingu? Zawód czy też tymczasowe zabicie czasu? Zawodem to nigdy nie będzie, bo modeling ma tymczasowość narzuconą. Jednak nie jest to też zabicie czasu – może nie samo bieganie po wybiegach, ale podróże i tryliony ludzi, które poznałam, to lekcja życia jakiej nie dały by mi żadne studia, oraz hartowanie się jakiego nie dałaby nawet obowiązkowa służba wojskowa. I wcale nie dramatyzuję.

JD: Jaki będzie Twój czas przyszły? Masz coś w planach? Plany lubią się krzyżować. Najlepsze w życiu rzeczy przydarzyły mi się przypadkiem. Jednak mam kilka projektów w realizacji, ale nie chcę za dużo mówić natenczas.

JD: Co Twoim zdaniem będzie modne w przyszłym sezonie? Niecierpię takich pytań, nie jestem ekspertem, nie wiadomo co projektantom strzeli do głowy. Chociaż jeśli już miałabym pobawić się w Kasandrę, to myślę, że osławiony kryzys odpuści, a my odczujemy to w modzie – będzie kolorowo i bogato.

JD: Czego Ci życzyć ? Ja wiem, chyba siły :-)

Wywiad prowadziła: Justyna Dziesińska

Blog Widget by LinkWithin
share and enjoy
  • Facebook
  • Twitter
  • MySpace
  • Wykop
  • Gwar
  • Google Bookmarks
  • Digg
  • Technorati
  • StumbleUpon
  • del.icio.us